Monika Miller przez ostatnie tygodnie była znacznie mniej aktywna w mediach społecznościowych. Teraz wyjaśniła, co działo się za kulisami. Okazuje się, że codzienność artystki wypełniły wizyty u specjalistów, badania i próby znalezienia skutecznego leczenia. To jednak nie wszystko.

WIDEO…

player placeholder

Monika Miller usłyszała diagnozę. Pół roku zmagań i trudne wyznanie

Pod koniec października Monika Miller zamieściła na Instagramie nagranie, w którym opowiedziała o swoim stanie zdrowia. Przyznała, że choruje już od pół roku, a dopiero niedawno lekarzom udało się postawić diagnozę. Przez ten czas szukała pomocy i próbowała różnych sposobów leczenia.

Wnuczka Leszka Millera nie ukrywała, że ostatnie miesiące upłynęły jej pod znakiem nieustannych badań. Przyjmowała różne leki, w tym antybiotyki i sterydy. Diagnozę otrzymała zaledwie około tygodnia przed opublikowaniem nagrania. Mimo to nie zdecydowała się ujawnić nazwy rozpoznanego schorzenia.

Zobacz także:

Dla obserwatorów artystki szczególnie poruszający może być fakt, że choroba odbiła się na niemal każdej sferze jej życia. Miller nie mówi bowiem o chwilowym osłabieniu. Opisuje miesiące bólu, zmęczenia i ograniczeń, które sprawiły, że nawet zwykłe codzienne czynności stały się wyzwaniem.

Ból nie daje jej spokoju. Nawet spacer z psem stał się wyzwaniem

Jeszcze bardziej przejmujące szczegóły Monika Miller ujawniła w rozmowie z Plotkiem. Przyznała, że odczuwa niemal nieustanny ból, a problemy zdrowotne odebrały jej wiele okazji do cieszenia się życiem. Z powodu dolegliwości musiała zrezygnować z licznych aktywności, które wcześniej były częścią jej codzienności.

Artystka opowiedziała również, jak bardzo zmienił się jej sposób funkcjonowania. Poza obowiązkami zawodowymi praktycznie nie opuszcza domu. Nawet wyprowadzenie psa na spacer wiąże się z dużym wysiłkiem. Na co dzień wybiera przede wszystkim dresy i luźne ubrania, a ciągły dyskomfort utrudnia jej skupienie uwagi.

Choć niedawno udało się jej znaleźć środki, które zaczęły łagodzić ból, sytuacja nadal pozostaje trudna. Miller nie ukrywa frustracji i obaw związanych z przyszłością. Ma wątpliwości, czy rozpoznaną chorobę będzie można całkowicie wyleczyć. Jednocześnie liczy na stopniową poprawę samopoczucia.

To nie pierwsza walka Moniki Miller o zdrowie. Wcześniej mówiła o innych chorobach

Problemy zdrowotne nie są dla Moniki Miller nowym doświadczeniem. Już w 2021 roku publicznie opowiedziała o fibromialgii, przewlekłym schorzeniu, któremu mogą towarzyszyć rozległe bóle mięśni, silne zmęczenie oraz zaburzenia snu. U artystki rozpoznano również tężyczkę, powodującą między innymi bolesne skurcze mięśni.

Wnuczka byłego premiera mówiła także otwarcie o chorobie afektywnej dwubiegunowej. To zaburzenie, które może prowadzić do dużych zmian nastroju, energii i codziennego funkcjonowania. Miller od lat stara się zwracać uwagę na trudności, z jakimi mierzą się osoby cierpiące na przewlekłe schorzenia.

Tym razem postanowiła zabrać głos przede wszystkim po to, aby wyjaśnić obserwatorom swoją nieobecność. Nie chciała wzbudzać współczucia. Zależało jej na pokazaniu, dlaczego w ostatnim czasie tak bardzo ograniczyła aktywność. Najważniejsza pozostaje teraz walka o odzyskanie zdrowia i możliwość powrotu do zwykłego życia.