Serialowy detektyw rzadko prowadzi spokojne życie. Szczęśliwe małżeństwo, regularny sen i zdrowa równowaga między pracą a odpoczynkiem najwyraźniej nie pomagają w łapaniu seryjnych morderców. Znacznie częściej dostajemy bohaterów po przejściach. Piją za dużo, rozpadają im się związki, wracają do pracy zdecydowanie wcześniej, niż powinni, albo angażują się w śledztwo tak mocno, że wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Netflix ma kilka bardzo dobrych seriali wykorzystujących właśnie ten schemat. Od nowego „Harry'ego Hole'a”, przez brytyjski „Dept. Q”, aż po jeden z najlepszych thrillerów psychologicznych platformy.
WIDEO…
"Harry Hole"
Harry Hole właściwie powinien być modelowym bohaterem tego zestawienia. Jest znakomitym detektywem. Dostrzega wzory, których nie widzą inni, jest obsesyjnie skupiony na rozwiązaniu sprawy i niełatwo zmusić go do odpuszczenia. Problem w tym, że podobnej skuteczności nie wykazuje w zarządzaniu własnym życiem.
Serial rozpoczyna się pięć lat po traumatycznym wypadku. Harry rzuca się w pracę, a wkrótce Oslo wstrząsa seria makabrycznych morderstw. Kolejne dowody wskazują, że policja może mieć do czynienia z seryjnym zabójcą. Jednocześnie detektyw mierzy się z osobistą tragedią, nałogami i problemami, które coraz mocniej wpływają na prowadzone przez niego śledztwo.
Oficjalny opis mówi o detektywie próbującym złapać sprawcę, jednocześnie lawirującym między korupcją a „własnymi demonami”. „Harry Hole” jest ekranizacją prozy Jo Nesbø. Pierwszy sezon ma dziewięć odcinków, a w głównych rolach występują Tobias Santelmann, Joel Kinnaman i Pia Tjelta. Jeżeli lubicie nordic noir i detektywów, którzy rozwiązują cudze problemy zdecydowanie sprawniej niż swoje, trudno zacząć od lepszego tytułu.
"Dept. Q"
Carl Morck również nie znajduje się w najlepszym momencie swojego życia. Inspektor wraca do pracy po incydencie, podczas którego otarł się o śmierć. Zamiast spokojnego powrotu dostaje jednak kierownictwo nad nowym wydziałem zajmującym się nierozwiązanymi sprawami w Edynburgu.
Carl jest błyskotliwy, ale daleko mu do sympatycznego kolegi z biura. Netflix opisuje go wręcz jako aroganckiego policjanta, który wraz z grupą innych policyjnych outsiderów zaczyna grzebać w starych sprawach. Pierwszą z nich jest zaginięcie prokuratorki.
Im dalej prowadzi śledztwo, tym mocniej na pierwszy plan wychodzi jednak sam Carl. Trauma, trudne relacje z ludźmi i problemy osobiste nie zostają elegancko oddzielone od pracy. Netflix już przy drugim odcinku zaznacza, że jego osobiste demony zaczynają ingerować w życie zawodowe, a w dalszej części sezonu detektyw publicznie traci nad sobą kontrolę.
„Dept. Q” ma dziewięć odcinków, a Carla gra Matthew Goode. Towarzyszą mu m.in. Chloe Pirrie, Jamie Sives, Alexej Manvelov i Kelly Macdonald. To jeden z tych seriali, w których równie mocno chce się dowiedzieć, co stało się z ofiarą, jak i czy prowadzący sprawę detektyw sam zdoła się pozbierać.
"Mindhunter"
Holden Ford i Bill Tench nie ścigają seryjnych morderców w tradycyjny sposób. Oni z nimi rozmawiają. Pod koniec lat 70. agenci FBI zaczynają badać sposób myślenia ludzi odpowiedzialnych za najbardziej brutalne zbrodnie. Rozmawiają z osadzonymi zabójcami, analizują ich zachowania i próbują stworzyć podstawy metod, które później pomogą policji profilować seryjnych morderców.
Brzmi fascynująco. Dopóki nie trzeba wrócić do domu. Kontakt z zabójcami zaczyna wpływać na samych śledczych. Holden coraz bardziej angażuje się w badania i przekracza kolejne granice, a jego pewność siebie zaczyna obracać się przeciwko niemu. Bill próbuje natomiast pogodzić pracę wymagającą ciągłych podróży i obcowania z najbardziej przerażającymi przestępcami z coraz trudniejszą sytuacją rodzinną.
Pod koniec pierwszego sezonu Holden stawia na szali nie tylko karierę i życie prywatne, ale również własne zdrowie.
„Mindhunter” ma dwa sezony. W głównych rolach występują Jonathan Groff, Holt McCallany i Anna Torv, a Netflix klasyfikuje produkcję m.in. jako thriller psychologiczny i serial o seryjnych zabójcach.
"Kasztanowy ludzik"
Naia Thulin chciałaby wreszcie znaleźć pracę, która pozwoli jej spędzać więcej czasu z córką. Los ma inne plany. W Kopenhadze zostaje brutalnie zamordowana kobieta, a na miejscu zbrodni policja znajduje figurkę wykonaną z kasztanów. Thulin rozpoczyna śledztwo razem z Markiem Hessem – policjantem, który wrócił do Danii po problemach zawodowych za granicą.
Szybko okazuje się, że sprawa może mieć związek z zaginięciem córki wpływowej polityczki Rosy Hartung. Zamiast spokojniejszego życia Thulin dostaje więc polowanie na seryjnego mordercę. Hess również nie jest klasycznym wzorem stabilności. Stosuje niekonwencjonalne metody, nie zawsze dobrze współpracuje z innymi i coraz mocniej angażuje się w zagadkę, która początkowo wcale nie miała być jego problemem.
Serial opowiada o śledczych rozwiązujących zbrodnie powiązane z makabrycznymi dziecięcymi zabawami. To dobry wybór dla tych, którzy po „Harrym Hole'u” nadal będą mieli ochotę na skandynawski mrok.
"Grzesznica"
Harry Ambrose jest detektywem, który nie potrafi traktować morderstwa jak zwykłej sprawy do rozwiązania. Interesuje go przede wszystkim to, dlaczego człowiek dopuścił się zbrodni.
Najlepiej widać to już w pierwszej historii. Cora Tannetti podczas pobytu na plaży nagle atakuje obcego mężczyznę i zabija go na oczach wielu świadków. Nie ma więc wielkiej zagadki dotyczącej tożsamości sprawcy.
Ambrose chce dowiedzieć się czegoś innego: dlaczego to zrobiła? Kolejne sezony przynoszą nowe sprawy, ale detektyw pozostaje wspólnym elementem historii. Im bardziej zagłębia się w traumy podejrzanych, świadków i ofiar, tym mocniej ujawniają się również jego własne problemy. Ambrose nie jest policjantem, który po rozwiązaniu sprawy zamyka notes i spokojnie wraca do domu. Cudze tajemnice uruchamiają jego własne.
Zobacz także:




















