Jesień sprzyja historiom, przy których można zwolnić i na chwilę zatrzymać się nad własnym życiem. Wybraliśmy pięć seriali Netfliksa, które nie tylko wciągają, ale też zostawiają po sobie coś więcej - dodają odwagi, wzruszają, zmieniają perspektywę i przypominają o tym, co naprawdę ważne.
WIDEO…
„Ania, nie Anna”. Żeby przypomnieć sobie, że zachwyt nad światem ma znaczenie
Historię Ani Shirley zna niemal każdy, ale „Ania, nie Anna” nie jest tylko kolejną ekranizacją „Ani z Zielonego Wzgórza”. Bohaterka grana przez Amybeth McNulty trafia na Zielone Wzgórze po trudnym dzieciństwie spędzonym w sierocińcu i rodzinach zastępczych. Maryla i Mateusz początkowo wcale jej tam nie chcą - spodziewali się przecież chłopca.
Serial opowiada o dorastaniu, poszukiwaniu własnego miejsca i potrzebie bycia kochanym, ale jego największą siłą jest sama Ania. Jej wyobraźnia pozwala dostrzegać piękno tam, gdzie inni widzą zwyczajność. Produkcja potrafi być bolesna, ale jednocześnie daje niezwykłe poczucie ciepła. Jesienią działa szczególnie dobrze: przypomina, że ciekawość świata i zdolność zachwycania się drobiazgami nie powinny kończyć się razem z dzieciństwem. Netflix ma wszystkie trzy sezony.
„After Life”. Żeby nauczyć się doceniać ludzi, zanim ich zabraknie
Tony stracił żonę i właściwie przestał widzieć powód, dla którego miałby być miły dla świata. Bohater grany przez Ricky'ego Gervaisa traktuje swoją bezczelność jak supermoc: skoro życie odebrało mu to, co było dla niego najważniejsze, nie zamierza już przejmować się opinią innych. Tyle że ludzie wokół niego nie pozwalają mu całkowicie zniknąć.
„After Life” jest jednocześnie bardzo smutne i zaskakująco zabawne. Nie udaje, że po stracie wystarczy przejść kilka etapów żałoby i wszystko wróci do normy. Zamiast tego pokazuje, że czasami to drobne gesty, przypadkowe rozmowy i obecność innych sprawiają, że kolejny dzień zaczyna mieć sens. Trzy krótkie sezony mogą skutecznie przypomnieć, jak łatwo uznać bliskich i zwyczajną codzienność za coś oczywistego.
„Sprzątaczka”. Żeby uwierzyć, że można zacząć od nowa
To zdecydowanie najcięższa propozycja w zestawieniu. Margaret Qualley gra Alex, młodą matkę, która zabiera córkę i odchodzi od przemocowego partnera. Nie czeka jednak na nią nowe, spokojne życie. Zamiast tego są schroniska, opieka społeczna, problemy z pieniędzmi i praca przy sprzątaniu cudzych domów.
„Sprzątaczka” świetnie pokazuje, jak łatwo powiedzieć komuś „po prostu odejdź” i jak niewiele wspólnego taka rada może mieć z rzeczywistością. Alex raz robi krok do przodu, innym razem dwa do tyłu, ale konsekwentnie walczy o siebie i córkę. W obsadzie jest także Andie MacDowell, prywatnie matka Qualley, a ich trudna ekranowa relacja należy do najmocniejszych elementów miniserialu. To nie jest lekki seans na poprawę humoru, ale może zostać z widzem znacznie dłużej niż niejeden przyjemny serial.
„Jeden dzień”. Żeby nie odkładać życia na później
Emma i Dexter poznają się po zakończeniu studiów. Spędzają razem noc, a później każde rusza własną drogą. Serial wraca do nich przez kolejne lata i sprawdza, gdzie znajdują się dokładnie tego samego dnia. Czasami są sobie bardzo bliscy, czasami dzielą ich kilometry i zupełnie inne życia. W głównych rolach występują Ambika Mod i Leo Woodall.
„Jeden dzień” jest romansem, ale przede wszystkim opowieścią o czasie. O ludziach, których spotykamy w nieodpowiednim momencie, planach odkładanych na później i latach, które mijają znacznie szybciej, niż się spodziewamy. Serial nie próbuje przekonywać, że każdą chwilę trzeba przeżywać jak ostatnią. Po finale trudno jednak nie pomyśleć o własnych „kiedyś”, „później” i „jeszcze zdążę”.
„Dobre Miejsce”. Żeby zadać sobie zaskakująco trudne pytanie: czy jestem dobrym człowiekiem?
Na pierwszy rzut oka to najlżejsza pozycja na liście. Eleanor Shellstrop (Kristen Bell) umiera i trafia do Dobrego Miejsca. Szybko orientuje się jednak, że zaszła pomyłka. Za życia zdecydowanie nie należała do osób, które powinny otrzymać taką nagrodę. Żeby uniknąć zdemaskowania, postanawia więc nauczyć się być lepszym człowiekiem.
Z tego prostego pomysłu Michael Schur stworzył jedną z najbardziej pomysłowych telewizyjnych opowieści o moralności. „Dobre Miejsce” potrafi tłumaczyć filozoficzne dylematy za pomocą absurdalnych żartów, a chwilę później zadać pytanie, które trudno wyrzucić z głowy. Co właściwie oznacza bycie dobrym? Czy człowiek może naprawdę się zmienić? I czy stajemy się lepsi dzięki zasadom, czy dzięki innym ludziom? To serial, który poprawia humor, ale przy okazji może sprawić, że po ostatnim odcinku spojrzymy na własne życie trochę inaczej.
Zobacz także:




















