W świecie Jamesa Bonda agent brytyjskich służb powinien być elegancki, opanowany i zawsze o krok przed przeciwnikiem. W "Kulawych koniach" wygląda to zupełnie inaczej. Bohaterowie popełniają błędy, kłócą się, piją, zawodzą przełożonych i próbują przetrwać w pracy, w której nikt już nie spodziewa się po nich sukcesu. Apple TV zbudowało na tym jeden ze swoich najdłużej emitowanych seriali, oparty na bestsellerowym cyklu powieści szpiegowskich Micka Herrona.
WIDEO…
"Kulawe konie". Tutaj trafiają agenci, których MI5 wolałoby się pozbyć
Slough House jest miejscem zesłania dla agentów MI5, którzy skompromitowali się podczas służby. Zamiast efektownych operacji dostają nudne zadania i mają właściwie tylko jedno zrobić: zniechęcić się i odejść. Jednym z nich jest River Cartwright (Jack Lowden), który po katastrofalnie zakończonym ćwiczeniu traci szansę na wymarzoną karierę i trafia pod skrzydła Jacksona Lamba.
Spokój nie trwa długo. Kolejne kryzysy, porwania, zabójstwa, rosyjscy agenci i rozgrywki wewnątrz brytyjskich służb sprawiają, że pracownicy Slough House regularnie znajdują się w centrum wydarzeń, choć teoretycznie powinni siedzieć przy biurkach. Serial zmienia główne zagrożenie z sezonu na sezon, zachowując przy tym ciągłość historii swoich bohaterów.
"Kulawe konie". Gary Oldman stworzył bohatera, którego trudno zapomnieć
Największym skarbem serialu jest Gary Oldman jako Jackson Lamb. To przeciwieństwo eleganckiego szpiega. Chodzi w wymiętych ubraniach, pali, pije, obraża podwładnych i nie przejmuje się tym, co myślą o nim inni. Za odpychającą powierzchownością kryje się jednak niezwykle doświadczony agent, który zazwyczaj rozumie sytuację szybciej niż osoby zajmujące znacznie bardziej prestiżowe gabinety.
Oldman potrafi w jednej scenie zrobić z Lamba komiczną katastrofę, a chwilę później przypomnieć, dlaczego ten człowiek przez lata przetrwał w świecie wywiadu. Świetnie uzupełnia go Jack Lowden jako ambitny River. Ważną rolę gra również Kristin Scott Thomas jako Diana Taverner - wysoko postawiona funkcjonariuszka MI5, która doskonale zna reguły politycznych gier. W obsadzie znaleźli się także m.in. Saskia Reeves, Christopher Chung, Rosalind Eleazar i Jonathan Pryce.
"Kulawe konie". Szpiegowski thriller, który potrafi być bardzo zabawny
"Kulawe konie" mają wszystko, czego można oczekiwać od dobrego thrillera szpiegowskiego: tajne operacje, zdrady, podwójne gry, polityczne intrygi i ludzi, którym zdecydowanie nie należy ufać. Jednocześnie serial regularnie rozbraja powagę gatunku czarnym, bardzo brytyjskim humorem.
Duża część komizmu wynika z relacji między bohaterami. Slough House nie jest zgraną drużyną genialnych agentów. To grupa ludzi, których połączyły zawodowe porażki i którzy często działają sobie na nerwy. Kiedy jednak sytuacja staje się naprawdę niebezpieczna, okazuje się, że właśnie ich niedoskonałości mogą być przewagą. Serial potrafi przy tym płynnie przechodzić od absurdalnej wymiany zdań do scen, w których stawką jest czyjeś życie.
"Kulawe konie" powstały na podstawie książek Micka Herrona
Serial jest adaptacją cyklu „Slough House” Micka Herrona. Pierwszy sezon wykorzystuje powieść "Slow Horses", a następne odsłony sięgają po kolejne książki autora, m.in. "Dead Lions", "Real Tigers" czy "Spook Street". Apple konsekwentnie rozwija ten świat, przenosząc na ekran następne historie z literackiej serii.
Herron zbudował swoje powieści na przewrotnym pomyśle: zamiast pisać o najlepszych agentach brytyjskiego wywiadu, zainteresował się tymi, którzy zawiedli. Ekranizacja zachowała zarówno szpiegowskie intrygi, jak i charakterystyczny humor książek. Szczególnie udany okazał się Jackson Lamb - Oldman sprawił, że literacki bohater stał się jedną z najbardziej charakterystycznych postaci współczesnych seriali szpiegowskich.
Dlaczego warto obejrzeć "Kulawe konie"?
Przede wszystkim dlatego, że serial nie próbuje być kolejnym Bondem. Szpiegostwo nie oznacza tutaj luksusowych samochodów i egzotycznych podróży. Częściej są to brudne biura, polityczne przepychanki, stare urazy i operacje, podczas których jeden błąd może kosztować życie.
Tempo jest szybkie, sezony zwarte, a każda odsłona dostaje własną intrygę, więc "Kulawe konie" ogląda się wyjątkowo łatwo. Najważniejsi pozostają jednak bohaterowie. Z czasem przestajemy patrzeć na nich jak na zbieraninę nieudaczników i zaczynamy rozumieć, dlaczego znaleźli się w Slough House. To właśnie połączenie świetnego thrillera, czarnego humoru, kapitalnych dialogów i Gary’ego Oldmana w jednej z jego najlepszych telewizyjnych ról sprawia, że trudno poprzestać na jednym sezonie.
Zobacz także: