Rodzinne dramaty potrafią działać mocniej niż niejeden thriller. Zagrożeniem nie jest przecież ktoś obcy, przed kim wystarczy zamknąć drzwi. To osoba siedząca przy tym samym stole, śpiąca w pokoju obok albo przekonująca, że wszystko robi dla naszego dobra. Netflix ma kilka seriali, które bardzo dobrze wykorzystują właśnie ten rodzaj napięcia.

WIDEO

player placeholder

Nie wszystkie opowiadają o patologicznych rodzinach. To byłoby zbyt proste. Czasami bohaterowie naprawdę się kochają, ale nie potrafią ze sobą rozmawiać. Innym razem próbują ochronić najbliższych i właśnie wtedy przekraczają granicę. Są również rodzice, którzy zrobiliby dla dziecka wszystko, a mimo to muszą zaakceptować, że przed pewnymi rzeczami nie są w stanie go ochronić.

„Zupełnie normalna rodzina”

Na początku Sandellowie naprawdę wyglądają jak rodzina, której trudno cokolwiek zarzucić. Adam jest pastorem, Ulrika prawniczką, a ich 19-letnia córka Stella powoli wchodzi w dorosłość. Mieszkają w spokojnej okolicy i prowadzą uporządkowane życie. Wszystko zmienia się w chwili, gdy Stella zostaje aresztowana pod zarzutem zamordowania znacznie starszego mężczyzny. Rodzice są przekonani, że znają własne dziecko, ale śledztwo bardzo szybko zaczyna podważać tę pewność.

Zobacz także:

Alexandra Tyrefors gra Stellę, Lo Kauppi wciela się w Ulrikę, a Björn Bengtsson w Adama. Serial pozwala obserwować wydarzenia z różnych perspektyw, dzięki czemu informacje, które początkowo wydają się oczywiste, z czasem nabierają zupełnie innego znaczenia. Rodzice odkrywają, że córka miała przed nimi tajemnice, Stella ma własną wersję wydarzeń, a kolejne elementy układanki komplikują pytanie o jej winę. Kryminalna zagadka jest jednak tylko punktem wyjścia.

Znacznie ciekawsze okazuje się pytanie, co rodzic jest gotowy zrobić, żeby ochronić własne dziecko. Adam i Ulrika reprezentują przecież zawody związane z moralnością i prawem. Kiedy zagrożona zostaje ich córka, zasady przestają być jednak abstrakcyjne. Pojawiają się przemilczenia, kłamstwa i decyzje, których w innych okolicznościach prawdopodobnie sami by nie zaakceptowali.

„Zupełnie normalna rodzina” jest dzięki temu jednocześnie dramatem rodzinnym i thrillerem. Najbardziej niepokojące nie jest nawet podejrzenie morderstwa, lecz stopniowe odkrywanie, jak niewiele członkowie jednej rodziny mogą o sobie wiedzieć. To również krótki, zamknięty serial - sześć odcinków sprawia, że spokojnie nadaje się na weekend.

„Rezerwat”

Cecilie mieszka z mężem Mikiem i synem w jednej z zamożnych dzielnic Kopenhagi. Ma piękny dom, dobre życie i sąsiadów należących do tego samego uprzywilejowanego świata. Jedną z osób funkcjonujących na jego obrzeżach jest Ruby, młoda Filipinka pracująca jako au pair u sąsiadów Cecilie. Kiedy dziewczyna nagle znika, bohaterka zaczyna interesować się sprawą znacznie bardziej, niż życzyliby sobie ludzie wokół niej.

W Cecilie wciela się Marie Bach Hansen, jej męża gra Simon Sears, a w obsadzie znalazła się również Danica Curcic jako sąsiadka Katarina. Początkowo podejrzenia dotyczą przede wszystkim tego, co mogło wydarzyć się w domu obok. Z czasem granica między „ich rodziną” i „naszą rodziną” zaczyna się jednak zacierać. Cecilie przygląda się własnemu otoczeniu, relacjom między dorosłymi i zachowaniu nastolatków, a komfortowe życie, które wcześniej uważała za bezpieczne, zaczyna wyglądać zupełnie inaczej.

„Rezerwat” wykorzystuje kryminalną zagadkę do opowiedzenia również o klasie społecznej, pieniądzach i nierówności. Zamożne rodziny mogą pozwolić sobie na zatrudnienie kobiet, które zostawiają własnych bliskich tysiące kilometrów dalej, żeby zajmować się cudzymi dziećmi. Kiedy jednej z nich coś się dzieje, okazuje się, że nie wszyscy traktują jej zniknięcie z taką samą powagą.

Najmocniejsze jest jednak stopniowe naruszanie zaufania Cecilie do najbliższych. Bohaterka zaczyna od pytania, co wydarzyło się w domu sąsiadów, ale w pewnym momencie musi zastanowić się, czy naprawdę zna ludzi mieszkających pod jej własnym dachem. To dokładnie ten rodzaj rodzinnego dramatu, w którym poczucie bezpieczeństwa znika znacznie wcześniej niż fizyczne zagrożenie.

„Za fasadą”

Lydia i Paul Morganowie mają coś, czego pragnie wiele osób w Los Angeles: piękny dom w bardzo dobrej lokalizacji. Kiedy wystawiają go na sprzedaż, zainteresowanie jest ogromne. Kolejni potencjalni kupcy zaczynają wyobrażać sobie, jak mogłoby wyglądać w nim ich nowe życie. Nie wiedzą, że dla obecnych właścicieli budynek nie jest już symbolem rodzinnego szczęścia. Przypomina przede wszystkim o tragedii, od której Lydia i Paul próbują uciec.

W małżeństwo Morganów wcielają się Lisa Kudrow i Ray Romano. To świetny casting, ponieważ oboje są mocno kojarzeni z komedią, tymczasem tutaj dostają role znacznie bardziej gorzkie. Lydia i Paul przeżywają żałobę w zupełnie inny sposób. Łączy ich wspólna przeszłość, ale również rzeczy, o których nie chcą mówić. Sprzedaż domu ma być szansą na zamknięcie jednego etapu. Zamiast tego zmusza ich do ponownej konfrontacji z tym, co wydarzyło się wcześniej.

Wokół nieruchomości pojawiają się kolejne pary, a serial stopniowo odsłania również ich problemy. Twórca Liz Feldman, wcześniej odpowiedzialna za „Już nie żyjesz”, ponownie miesza rodzinny dramat, tajemnicę i czarny humor. Dzięki temu „No Good Deed” potrafi być zabawne, choć jego emocjonalnym rdzeniem pozostają żałoba, poczucie winy i małżeństwo próbujące funkcjonować po wydarzeniu, które zmieniło wszystko.

Dom jest tu bardzo dobrym symbolem. Dla kupujących oznacza początek. Dla Morganów - przeszłość, której nie potrafią zostawić. Im bardziej bohaterowie próbują sprzedać innym wizję idealnego miejsca dla rodziny, tym wyraźniej widzimy, że dla nich samych przestało ono być bezpieczne już dawno temu.

„Cztery pory roku”

Kate i Jack, Nick i Anne oraz Danny i Claude od lat tworzą zgraną grupę przyjaciół. Regularnie wyjeżdżają razem, znają swoje małżeństwa i przez lata zbudowali coś przypominającego drugą rodzinę. Ten układ wydaje się trwały aż do chwili, kiedy Nick oznajmia, że zamierza rozstać się z Anne. Jedna decyzja natychmiast zmienia dynamikę całej grupy.

Obsada jest jednym z największych atutów serialu. Tinie Fey partneruje Will Forte, Steve Carell gra Nicka, Kerri Kenney-Silver - Anne, a Colman Domingo i Marco Calvani wcielają się w Danny'ego i Claude'a. To bohaterowie w wieku, w którym teoretycznie powinni już wiedzieć, czego chcą od życia. Tymczasem rozpad jednego małżeństwa sprawia, że również pozostali zaczynają przyglądać się własnym związkom i wyborom.

„Cztery pory roku” jest lżejsze od pozostałych seriali w zestawieniu, bo dużo miejsca zajmuje humor. Pod nim znajduje się jednak bardzo znajomy lęk: co zrobić, kiedy po kilkudziesięciu latach wspólnego życia odkrywa się, że partner stał się kimś obcym? Nick i Anne nie są parą rozdzieloną przez jednego spektakularnego złoczyńcę czy szokujący sekret. Ich kryzys narastał przez lata.

Serial dobrze pokazuje również, że rozpad długoletniego związku rzadko dotyczy wyłącznie dwóch osób. Przyjaciele muszą wybierać strony, zmieniają się wspólne rytuały, a pojawienie się nowych partnerów burzy układ, który wszyscy uznawali za oczywisty. Bezpiecznym miejscem miała być tutaj nie tylko rodzina biologiczna, ale cała grupa. Kiedy pęka jeden element, wszyscy zaczynają sprawdzać, jak trwałe są ich własne relacje.

„Zaginiony Ollie”

„Zaginiony Ollie” na pierwszy rzut oka zupełnie nie wygląda jak serial, który powinien znaleźć się obok historii o morderstwie, zaginięciu czy rozpadającym się małżeństwie. Tytułowy Ollie jest szmacianym królikiem, który budzi się w sklepie z używanymi rzeczami. Pamięta fragmenty wcześniejszego życia i wie, że należał do chłopca o imieniu Billy. Postanawia więc odnaleźć drogę do domu.

Serial stopniowo rekonstruuje wspomnienia Olliego, a wraz z nimi historię Billy'ego i jego rodziców. Gina Rodriguez gra mamę chłopca, Jake Johnson jego ojca, a młodego Billy'ego - Kesler Talbot. Rodzina jest pełna ciepła i daleka od dysfunkcyjnych domów znanych z wielu dramatów. Właśnie dlatego późniejsze wydarzenia działają tak mocno. Rodzice chcą zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa, ale stają wobec sytuacji, której nie można rozwiązać troską ani dobrymi intencjami.

Twórcy wykorzystują perspektywę dziecięcej zabawki, żeby opowiedzieć o pamięci, stracie i sposobie, w jaki dziecko próbuje zrozumieć doświadczenia znacznie przekraczające jego możliwości. Fantastyczna przygoda Olliego stopniowo nabiera więc zupełnie innego znaczenia. To, co początkowo wygląda jak historia o zagubionej zabawce wracającej do właściciela, staje się opowieścią o tym, dlaczego chłopiec tak bardzo jej potrzebował.

„Zaginiony Ollie” jest też przykładem, który poszerza temat całego zestawienia. Rodzina nie musi być toksyczna, żeby przestała kojarzyć się dziecku wyłącznie z bezpieczeństwem. Czasami wszyscy robią, co mogą, wszyscy się kochają i nadal nie są w stanie ochronić najbliższej osoby przed tym, co nadchodzi. Cztery odcinki wystarczają, żeby opowiedzieć zamkniętą i zaskakująco ciężką emocjonalnie historię.

Zobacz także: