Choć od tamtych wydarzeń minęło wiele lat, w jego słowach trudno znaleźć poczucie zamknięcia. Dziennikarz otwarcie przyznawał, że nie potrafił pogodzić się z tym, co spotkało jego rodzinę. Szczególnie jedna osoba pozostaje stale obecna w jego pamięci.

WIDEO…

player placeholder

Filip Łobodziński przeżył stratę, która zmieniła wszystko. Maria miała tylko 21 lat

1 października 2015 roku zmarła Maria Łobodzińska, córka Filipa Łobodzińskiego i Magdaleny Łobodzińskiej. Miała zaledwie 21 lat. Jej odejście poprzedziła długa choroba, a dla jej ojca był to jeden z najtrudniejszych momentów w życiu.

Problemy zdrowotne dziewczyny zaczęły się od trwających miesiącami bólów głowy. Ostatecznie lekarze rozpoznali glejaka. Rodzina znalazła się w sytuacji, w której kolejne dni podporządkowane były chorobie, terapii i próbom zachowania choć odrobiny zwyczajnego życia.

Zobacz także:

Maria wiedziała, z czym się mierzy. Filip Łobodziński wspominał później, że córka znała rokowania i była świadoma powagi swojego stanu. Mimo tego do końca próbowała robić rzeczy, które miały dla niej znaczenie.

W czasie choroby zajęła się nawet przekładem sztuki Apollo z Bellac autorstwa Jeana Giraudoux. Pracowała nad nim pomiędzy terapiami i egzaminami. Dla jej ojca ten gest stał się jednym ze szczególnie mocnych wspomnień o córce i jej potrzebie pozostawienia po sobie czegoś ważnego.

Jeszcze kilka tygodni przed śmiercią Maria próbowała żartować, choć jej stan był już bardzo ciężki. Łobodziński po latach wracał do jej postawy i podkreślał, jak ogromną siłę widział w córce podczas kolejnych etapów choroby.

Po pogrzebie niemal natychmiast wrócił do pracy. Tak próbował przetrwać najtrudniejsze dni

Filip Łobodziński nie opowiadał publicznie o rodzinnej tragedii od razu. Dopiero kilka lat później zaczął szerzej mówić o tym, jak wyglądało jego życie po śmierci Marii. Nie ukrywał, że praca stała się wówczas sposobem na zajęcie myśli.

Do obowiązków wrócił już dzień po pogrzebie córki. Nie oznaczało to jednak, że potrafił odsunąć od siebie emocje. Wręcz przeciwnie. Z jego późniejszych wypowiedzi wynikało, że strata pozostawała stale obecna, niezależnie od kolejnych zawodowych projektów i upływającego czasu.

Był to dla niego tym trudniejszy okres, że w ciągu ośmiu lat pożegnał osiem bliskich osób. Wśród nich byli jego przyjaciele, brat cioteczny oraz oboje rodzice. Śmierć Marii zajmowała jednak w jego wspomnieniach miejsce szczególne.

Dziennikarz nie próbował przekonywać, że czas całkowicie poradził sobie z jego bólem. Przeciwnie, wielokrotnie mówił o wewnętrznym buncie i o tym, że nie czuje się pogodzony z odejściem córki. Codzienność wróciła, ale według jego relacji nie oznaczało to powrotu do życia sprzed tragedii.

Zdjęcie Marii wciąż jest w domu. Ojciec mówił, że myśli o niej każdego dnia

Pamięć o Marii pozostała obecna także w domu Filipa Łobodzińskiego. Dziennikarz opowiadał, że w przedpokoju wisi duże zdjęcie córki wykonane podczas ślubu jej starszej siostry. Fotografia powstała około roku przed śmiercią Marii.

Na zdjęciu ma krótkie włosy odrastające po chemioterapii. Łobodziński zachował również inną fotografię córki w telefonie. Przedstawia ona Marię jako 15-letnią dziewczynę pozującą jako Pola Negri.

Te obrazy mają dla niego szczególną wartość. Dziennikarz przyznawał, że chciałby kiedyś potrafić wspominać córkę przede wszystkim z uśmiechem. Jednocześnie nie ukrywał, że jej nieobecność nadal wywołuje bardzo silne emocje.

Po śmierci Marii zdecydował się skorzystać z psychoterapii i farmakoterapii. Mówił o okresach głębokiego smutku oraz o potrzebie znalezienia sposobu, by dalej funkcjonować. Nie przedstawiał przy tym terapii jako prostego rozwiązania, które mogłoby wymazać przeżyte doświadczenia.

Z czasem coraz częściej mówił raczej o próbie nauczenia się życia z tym, czego zmienić już nie można. Pragnął odzyskać choć część spokoju i harmonii. Podkreślał przy tym, że trudne doświadczenia pozostawiły w nim ślad, którego nie da się łatwo usunąć.

Po latach wrócił do tej historii przed kamerami. Jego słowa nie pozostawiały złudzeń

21 kwietnia 2024 roku Filip Łobodziński pojawił się w studiu Dzień Dobry TVN, gdzie mówił o swojej autobiografii i najtrudniejszych doświadczeniach. Temat śmierci córki ponownie powrócił.

Dziennikarz tłumaczył wtedy, że cierpienie po takiej stracie nie jest doświadczeniem, które automatycznie czyni człowieka silniejszym. Porównał je do ciężkiej kontuzji, której skutki pozostają na zawsze. Sam przyznał, że nie znalazł sposobu, by całkowicie się od nich uwolnić.

W jego podejściu ważne pozostało pielęgnowanie dobrych wspomnień o Marii. To właśnie pamięć o tym, jaka była przed chorobą i w czasie walki o zdrowie, stała się dla niego jednym ze sposobów zachowania bliskości z córką.

Łobodziński mówił też, że nie potrafi znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego dochodzi do przedwczesnej śmierci i dlaczego niektóre osoby oraz ich rodziny zostają wystawione na tak trudne doświadczenia. Po latach nie mówił o pogodzeniu się z przeszłością. Bardziej o dalszym życiu mimo niej.

Historia Marii pozostaje dla niego czymś znacznie większym niż bolesnym wspomnieniem z 2015 roku. Jest częścią codzienności, rodzinnej pamięci i osobistego doświadczenia, do którego dziennikarz wraca nawet po wielu latach. Dziś zamiast szukać prostych odpowiedzi mówi przede wszystkim o sensie, pamięci i próbie odnalezienia spokoju.