Dramat romantyczny jest najciekawszy wtedy, gdy nie potrzebuje zdrady, toksycznego partnera czy spektakularnego sekretu, żeby rozdzielić bohaterów. Czasami wystarczy czas. Jedna osoba dojrzewa szybciej, druga próbuje odnaleźć siebie, a dwoje ludzi, którzy doskonale do siebie pasują, przez lata nie potrafi spotkać się w odpowiednim momencie.

WIDEO

player placeholder

Wybraliśmy pięć seriali dostępnych na Netfliksie, które pokazują miłość bez lukru. Są tu pierwsze związki, małżeństwa, romanse, żałoba i decyzje podejmowane z pełną świadomością, że ktoś zostanie zraniony. Najważniejsze jest jednak coś innego: w większości tych historii nie da się po prostu wskazać osoby, która wszystko zepsuła.

„Jeden dzień”

Emma Morley i Dexter Mayhew poznają się 15 lipca 1988 roku, tuż po ukończeniu studiów. Spędzają razem noc, która nie kończy się dokładnie tak, jak można byłoby oczekiwać po romansie. Później każde rusza w swoją stronę. Serial wraca do nich jednak tego samego dnia w kolejnych latach, pokazując, jak zmieniają się ich kariery, związki, ambicje i oni sami. Netflix opisuje miniserial jako historię dwojga ludzi, których drogi się rozchodzą, choć ich życia pozostają ze sobą nierozerwalnie związane.

Zobacz także:

Emmę gra Ambika Mod, Dextera - Leo Woodall. Ich relacja działa przede wszystkim dlatego, że serial nie próbuje przekonywać widza, iż wielkie uczucie automatycznie czyni ludzi gotowymi na wspólne życie. Emma długo szuka własnego miejsca i nie chce być dodatkiem do kogoś bardziej przebojowego. Dexter korzysta z popularności, imprezuje i podejmuje decyzje, które stopniowo oddalają go od osoby znającej go prawdopodobnie najlepiej. Są momenty, kiedy wystarczyłaby jedna szczera rozmowa, ale żadne z nich nie jest jeszcze gotowe jej przeprowadzić.

Największą siłą dramatyczną „Jednego dnia” jest czas. Każdy odcinek przesuwa historię o rok, więc nie widzimy wszystkiego, co wydarzyło się pomiędzy spotkaniami Emmy i Dextera. Czasami spotykamy ich szczęśliwych, czasami kompletnie pogubionych, a niekiedy dopiero po chwili orientujemy się, co wydarzyło się przez ostatnich dwanaście miesięcy. Dzięki temu widz zaczyna rozumieć coś, czego bohaterowie przez długi czas nie potrafią zaakceptować: można spotkać właściwą osobę i nadal trafić na niewłaściwy moment.

„Miłość i anarchia”

Sofie ma męża, dzieci i ustabilizowane życie. Kiedy jako konsultantka trafia do sztokholmskiego wydawnictwa, poznaje znacznie młodszego informatyka Maksa. Ich relacja zaczyna się od niewinnej gry. Dają sobie wzajemnie coraz dziwniejsze wyzwania, flirtują i sprawdzają, jak daleko mogą przesunąć granice. To, co początkowo wygląda jak biurowa zabawa, szybko zaczyna zmuszać oboje do przyjrzenia się życiu, które prowadzili przed spotkaniem.

Sofie gra Ida Engvoll, a Maksa Björn Mosten. Chemia między nimi jest ważna, ale „Miłość i anarchia” nie opowiada wyłącznie o tym, czy bohaterowie ostatecznie będą razem. Sofie musi odpowiedzieć sobie na znacznie trudniejsze pytanie: czy jej dotychczasowe życie rzeczywiście było szczęśliwe, czy tylko wyglądało na uporządkowane? Netflix opisuje punkt wyjścia serialu jako flirtującą grę zamężnej konsultantki i młodego pracownika IT, która prowadzi oboje do przewartościowania całego życia.

W drugim sezonie romantyczna historia staje się znacznie bardziej emocjonalna. Serial mocniej wchodzi w żałobę, kryzys psychiczny i różnice między tym, czego Sofie potrzebuje, a tym, czego oczekują od niej ludzie wokół. Miłość nie działa tutaj jak magiczne rozwiązanie wszystkich problemów. Przeciwnie - pojawienie się Maksa sprawia, że Sofie nie może już udawać, że wszystko w jej życiu funkcjonuje prawidłowo.

„Ślub i inne dramaty”

Kim Na-eun i Seo Jun-hyeong są razem od dwóch lat. Kochają się, mają po trzydzieści kilka lat i dochodzą do punktu, w którym następny krok wydaje się oczywisty. Jun-hyeong się oświadcza, Na-eun przyjmuje pierścionek i teoretycznie właśnie w tym momencie powinien rozpocząć się szczęśliwy finał. Tyle że wtedy trzeba zorganizować ślub.

Na-eun gra Lee Yeon-hee, natomiast w Jun-hyeonga wciela się Lee Jin-uk. Przygotowania do ceremonii szybko odsłaniają różnice, które podczas randkowania można było ignorować. Pojawiają się pieniądze, mieszkanie, oczekiwania rodziców, lista gości, prezenty i pytanie o to, kto właściwie ma decydować o wspólnej przyszłości. Netflix trafnie streszcza serial: oświadczyny miały być szczęśliwym zakończeniem, a okazują się początkiem trudnej drogi przez przygotowania do małżeństwa.

Siłą serialu jest przyziemność problemów. Nie potrzeba wielkiej zdrady, żeby dwoje ludzi zaczęło się zastanawiać, czy naprawdę do siebie pasują. Wystarczy odkryć, że inaczej myślą o pieniądzach, rodzinie albo odpowiedzialności. Na-eun i Jun-hyeong chcą tego samego - być razem - ale dopiero planowanie ślubu pokazuje, że pod tym prostym pragnieniem kryje się kilkadziesiąt innych decyzji.

„Feel good”

Mae Martin gra fabularyzowaną wersję siebie - kanadyjską stand-uperkę mieszkającą w Wielkiej Brytanii, która poznaje George. Między kobietami bardzo szybko rodzi się intensywna relacja, ale niemal od początku wiadomo, że samo zakochanie nie rozwiąże ich problemów.

Mae zmaga się z uzależnieniem i własną przeszłością. George dopiero próbuje zrozumieć swoją seksualność i długo nie jest gotowa otwarcie mówić o związku. Każda potrzebuje od drugiej czegoś, czego ta nie zawsze potrafi dać. Bliskość miesza się więc z lękiem, zazdrością, potrzebą akceptacji i pytaniem o to, gdzie kończy się wspieranie partnera, a zaczyna emocjonalne uzależnienie.

Najmocniejszą stroną „Feel Good” jest to, że związek nie zostaje potraktowany jak nagroda za uporządkowanie własnego życia. Mae nie może po prostu znaleźć odpowiedniej osoby i dzięki niej przestać mieć problemów. George również musi wykonać własną pracę. Serial pokazuje, że dwoje ludzi może naprawdę chcieć być razem, a mimo to stworzyć relację, która w określonym momencie przestaje być dla nich zdrowa.

Charlotte Ritchie świetnie równoważy energię Mae Martin, a Lisa Kudrow w roli matki Mae dodaje historii kolejny poziom trudnych relacji. „Feel Good” potrafi przy tym przechodzić od bardzo zabawnych scen do tematów uzależnienia, traumy i wstydu bez wrażenia, że nagle oglądamy zupełnie inny serial.

„Firefly Lane”

Tully i Kate poznają się jako nastolatki i pozostają sobie bliskie przez kolejne dekady. „Firefly Lane” nie jest klasycznym romansem – jego najważniejszą relacją jest przyjaźń dwóch kobiet – ale równolegle opowiada o związku Kate i Johnny'ego, który świetnie pasuje do tego zestawienia.

Sarah Chalke gra Kate, Katherine Heigl - Tully, natomiast w Johnny'ego wciela się Ben Lawson. Kate i Johnny naprawdę się kochają. Mają wspólną historię, dziecko i więź, której nie da się po prostu wymazać. Jednocześnie ich małżeństwo nie wytrzymuje wszystkich różnic dotyczących tego, czego każde z nich oczekuje od dalszego życia. Johnny jest reporterem i ciągnie go do pracy w miejscach, w których dzieją się ważne rzeczy. Kate potrzebuje stabilności i obecności partnera. Żadne z nich nie musi być złym człowiekiem, żeby ich potrzeby stały się trudne do pogodzenia.

To właśnie sprawia, że ich historia jest bardziej interesująca niż wiele serialowych małżeństw. Rozstanie nie oznacza automatycznie końca uczucia, a próba ponownego zbliżenia nie kasuje powodów, dla których wcześniej przestali być razem. Serial pozwala bohaterom dojrzewać, popełniać błędy i wracać do rozmów, na które kilka lat wcześniej nie byli gotowi.

Zobacz także: