Wyobraźcie sobie, że jedno z najważniejszych wydarzeń XX wieku potoczyło się inaczej. To radziecki kosmonauta Aleksiej Leonow jako pierwszy człowiek stawia stopę na Księżycu. Dla Stanów Zjednoczonych to narodowe upokorzenie, a dla NASA sygnał, że nie może poprzestać na jednym symbolicznym sukcesie. W "For All Mankind" wyścig kosmiczny nie kończy się więc w latach 70. Dopiero wtedy naprawdę nabiera tempa.
WIDEO…
"For All Mankind". W tym serialu ZSRR wygrywa wyścig na Księżyc
Historia zaczyna się w 1969 roku. Pracownicy NASA zbierają się przed telewizorem, żeby obejrzeć historyczne lądowanie. Tyle że człowiek schodzący po drabince modułu nie ma amerykańskiej flagi na ramieniu. Aleksiej Leonow ląduje na Księżycu przed Amerykanami, a Związek Radziecki odnosi propagandowe zwycięstwo, które w rzeczywistości przypadło Stanom Zjednoczonym.
Neil Armstrong i Buzz Aldrin docierają tam później, ale sytuacja już się zmieniła. Waszyngton nie zamierza pozwolić Moskwie na kolejne zwycięstwa, dlatego NASA dostaje pieniądze, polityczne wsparcie i zadanie znacznie ambitniejsze niż samo zatknięcie flagi.
Kiedy Sowieci wysyłają na Księżyc kobietę, Amerykanie rozpoczynają program szkolenia astronautek. Kiedy jedna strona buduje księżycową bazę, druga odpowiada własną. Każde osiągnięcie przeciwnika prowadzi do kolejnego skoku technologicznego. Z czasem Księżyc przestaje być miejscem krótkich ekspedycji i staje się kolejnym frontem zimnej wojny.
"For All Mankind". Jedna zmiana tworzy zupełnie nową historię
Najciekawsze w "For All Mankind" jest obserwowanie efektu domina. Twórcy mieszają fikcyjnych bohaterów z prawdziwymi postaciami i wydarzeniami, a następnie sprawdzają, jak niekończący się wyścig kosmiczny mógłby wpłynąć na politykę, technologię i społeczeństwo.
Kolejne sezony wykonują duże skoki w czasie. Dzięki temu zaczynamy w epoce Apollo, później trafiamy do lat 80. i 90., a następnie znacznie dalej. NASA i ZSRR nie walczą już wyłącznie o prestiż. W grę wchodzą zasoby naturalne, stałe bazy poza Ziemią, nowe technologie i wreszcie Mars.
Zmienia się również sytuacja geopolityczna. W świecie serialu historia Związku Radzieckiego potoczyła się inaczej niż w naszej rzeczywistości. ZSRR nie rozpada się w 1991 roku, a rywalizacja supermocarstw trwa dalej. Serial świetnie wykorzystuje przy tym drobne szczegóły - alternatywne nagłówki gazet, prezydentów, wynalazki i wydarzenia, które brzmią znajomo, ale nigdy nie przebiegły dokładnie tak, jak je pamiętamy.
"For All Mankind". Ed Baldwin patrzy, jak kosmos zmienia całe jego życie
Choć "For All Mankind" opowiada o wielkiej historii, jej centrum stanowią konkretni ludzie. Jednym z najważniejszych jest astronauta Ed Baldwin (Joel Kinnaman). Poznajemy go jako pilota i członka programu Apollo, który boleśnie przeżywa radzieckie zwycięstwo. Później obserwujemy, jak kolejne etapy eksploracji kosmosu wpływają na jego karierę, małżeństwo, rodzinę i relacje z innymi astronautami.
Obok niego pojawiają się m.in. Danielle Poole (Krys Marshall), Margo Madison (Wrenn Schmidt), Ellen Wilson (Jodi Balfour), Gordo Stevens (Michael Dorman) i Tracy Stevens (Sarah Jones). Bohaterowie starzeją się, odchodzą, awansują i ponoszą konsekwencje decyzji podejmowanych wiele lat wcześniej.
To bardzo ważny element serialu. Kosmos jest spektakularny, ale nie pozostaje bez kosztów. Bohaterowie miesiącami przebywają z dala od rodzin, ryzykują życie, tracą bliskich i podporządkowują prywatne relacje kolejnym misjom. Dzięki temu "For All Mankind" nie zamienia się w serię efektownych startów rakiet.
"For All Mankind". Od Księżyca do Marsa
Skala historii rośnie niemal z każdym sezonem. Pierwsze odcinki mogą przypominać alternatywną wersję programu Apollo, ale z czasem serial coraz śmielej wchodzi w science fiction. Technologia rozwija się tutaj szybciej właśnie dlatego, że Stany Zjednoczone i Związek Radziecki nigdy nie rezygnują z kosmicznej rywalizacji.
Księżyc staje się miejscem stałej obecności człowieka, później rozpoczyna się wyścig na Marsa, a następne pokolenia przestają traktować życie poza Ziemią jak fantazję. Twórcy starają się przy tym zachować wrażenie, że obserwujemy przyszłość wyrastającą z technologii, którą rzeczywiście rozwijano w XX wieku.
Za serial odpowiadają Ronald D. Moore, Matt Wolpert i Ben Nedivi. Moore wcześniej współtworzył m.in. "Battlestar Galactica", co w "For All Mankind" szczególnie dobrze widać w połączeniu polityki, science fiction i historii ludzi zamkniętych w ekstremalnych warunkach.
Dlaczego warto obejrzeć "For All Mankind"?
Przede wszystkim dla samego pomysłu. "Co by było, gdyby Sowieci pierwsi wylądowali na Księżycu?" mogłoby wystarczyć na jeden film. "For All Mankind" robi coś znacznie ciekawszego - śledzi konsekwencje tej zmiany przez całe dekady.
Dzięki temu każdy kolejny sezon otwiera nowy rozdział. Zmieniają się technologie, politycy, cele misji i pokolenia astronautów, ale w tle cały czas pozostaje pytanie o to, dokąd dotarłaby ludzkość, gdyby po programie Apollo nie straciła zainteresowania kosmosem.
Serial ma przy tym wszystko, czego można oczekiwać od widowiskowego science fiction: katastrofy, awarie, misje ratunkowe, polityczne konflikty i momenty, w których jeden błąd może zabić całą załogę. Największą frajdę sprawia jednak obserwowanie alternatywnej osi czasu i wychwytywanie kolejnych różnic między światem bohaterów a naszą historią.
"For All Mankind" na Apple TV nie jest więc opowieścią o tym, jak zdobyliśmy Księżyc. To historia świata, w którym ludzkość nigdy nie przestała się ścigać o kosmos i dzięki temu w ciągu kilku dekad dotarła znacznie dalej, niż udało się nam w rzeczywistości.
Zobacz także: