W domu Dorothy i Seana Turnerów niemal od początku czuć, że coś jest nie tak. Ona zachowuje się, jakby ich synek Jericho żył, on próbuje podtrzymywać stworzoną przez żonę rzeczywistość. Kiedy do rodziny dołącza młoda niania Leanne, granica między żałobą, szaleństwem i zjawiskami nadprzyrodzonymi zaczyna się zacierać. „Servant” nie spieszy się z odpowiedziami. Zamiast tego przez cztery sezony zamyka widza w jednym domu i każe zastanawiać się, komu można wierzyć.
WIDEO…
„Servant”. Wszystko zaczyna się od tragedii
Dorothy Turner (Lauren Ambrose) i jej mąż Sean (Toby Kebbell) mieszkają w eleganckim domu w Filadelfii. Niedawno zostali rodzicami Jericho, ale rodzinę spotkała niewyobrażalna tragedia. Dziecko zmarło, a Dorothy nie jest w stanie poradzić sobie ze stratą. W ramach terapii otrzymuje realistyczną lalkę reborn, która ma pomóc jej przejść przez żałobę.
Problem w tym, że Dorothy zaczyna traktować lalkę jak żywego Jericho. Karmi ją, przebiera, zabiera na spacery i postanawia wrócić do pracy. Zatrudnia nawet nianię. Sean godzi się na tę sytuację, licząc, że jest to tylko etap terapii.
Wtedy do ich domu przyjeżdża Leanne Grayson (Nell Tiger Free). Cicha, religijna dziewczyna z Wisconsin nie wydaje się zaskoczona lalką. Opiekuje się nią tak, jakby rzeczywiście była dzieckiem. A niedługo później Sean dokonuje odkrycia, które całkowicie zmienia sytuację Turnerów.
„Servant”. Kim właściwie jest Leanne?
To pytanie napędza dużą część serialu. Leanne początkowo wygląda jak niezwykle nieśmiała dziewczyna wychowana w bardzo religijnym środowisku. Szybko okazuje się jednak, że jej przeszłość skrywa mnóstwo tajemnic.
Sean zaczyna ją podejrzewać. Pomaga mu Julian (Rupert Grint), brat Dorothy, który zna prawdę o tragedii Turnerów i podobnie jak Sean próbuje chronić kobietę przed konfrontacją z tym, co naprawdę się wydarzyło. Obaj szukają informacji o Leanne i odkrywają powiązania z grupą religijną, której członkowie zdecydowanie nie zachowują się jak zwyczajni wierni.
Serial długo pozostawia otwarte najważniejsze pytania. Czy Leanne jest oszustką? Czy wydarzenia w domu mają racjonalne wyjaśnienie? A może dziewczyna rzeczywiście posiada zdolności, których nie sposób wytłumaczyć? Im więcej dowiadujemy się o niani, tym bardziej niepokojąca staje się jej więź z Dorothy i Jericho.
„Servant”. Najstraszniejsze rzeczy dzieją się w zwyczajnym domu
„Servant” niemal całkowicie rezygnuje z typowego dla horroru rozmachu. Większość wydarzeń rozgrywa się w domu Turnerów. Korytarz, schody, kuchnia, piwnica i pokój dziecka z czasem zaczynają działać jak elementy klaustrofobicznego labiryntu.
Twórcy świetnie wykorzystują tę przestrzeń. Kamera zagląda przez uchylone drzwi, zatrzymuje się na pustych korytarzach i sugeruje, że za plecami bohaterów może znajdować się coś, czego jeszcze nie widzimy. Nawet przygotowywanie kolacji potrafi stać się nieprzyjemnie napięte – szczególnie że Sean jest kucharzem i eksperymentuje z potrawami, które same w sobie bywają dość osobliwe.
Ogromną rolę odgrywa również obsada. Lauren Ambrose potrafi w jednej chwili przejść od przesadnie pogodnej Dorothy do kobiety stojącej na granicy załamania. Toby Kebbell nadaje Seanowi mieszaniny cynizmu, strachu i poczucia winy, a Rupert Grint świetnie odnajduje się w czarnym humorze serialu. Najbardziej zagadkowa pozostaje jednak Nell Tiger Free jako Leanne.
„Servant”. Za serialem stoi M. Night Shyamalan
„Servant” stworzył Tony Basgallop, natomiast jedną z najważniejszych osób odpowiedzialnych za jego ekranowy kształt był M. Night Shyamalan, twórca „Szóstego zmysłu”, „Split” i „Pukając do drzwi”. Shyamalan był producentem wykonawczym serialu i reżyserował część odcinków, w tym pierwszy.
Jego wpływ łatwo zauważyć. „Servant” opiera się na niedopowiedzeniach, niepewności i pytaniu, czy obserwowane wydarzenia rzeczywiście mają nadprzyrodzone źródło. Serial regularnie podsuwa trop, pozwala widzowi stworzyć teorię, a później komplikuje ją kolejnym odkryciem.
Jednocześnie pod warstwą thrillera kryje się przede wszystkim historia żałoby. Śmierć Jericho wpływa na niemal każdą decyzję bohaterów. Sean i Julian próbują chronić Dorothy przed prawdą, ale im dłużej podtrzymują stworzoną wokół niej iluzję, tym trudniej przewidzieć jej konsekwencje.
Dlaczego warto obejrzeć „Servant”?
Przede wszystkim dla atmosfery. To jeden z tych seriali, w których nawet spokojna rozmowa przy stole może wywołać dyskomfort. Nie straszy nieustannie potworami czy brutalnością. Znacznie częściej wykorzystuje poczucie, że w domu Turnerów obowiązują zasady, których widz jeszcze nie rozumie.
Pomaga również nietypowy format. Odcinki są krótkie, zwykle trwają około pół godziny, więc kolejne tajemnice odkrywa się bardzo szybko. Apple zakończyło historię po czterech sezonach, a finałowy sezon został od początku zapowiedziany jako ostatni.
„Servant” będzie szczególnie dobrym wyborem dla widzów, którzy lubią „Nawiedzony dom na wzgórzu”, „Dziecko Rosemary” czy thrillery M. Night Shyamalana. Zaczyna się od jednego makabrycznego pomysłu - rodziców opiekujących się lalką po śmierci dziecka - a później zamienia go w opowieść o żałobie, wierze, poczuciu winy i pytaniu, czy cud nadal jest cudem, jeśli zaczynamy się go bać.
Zobacz także: