W „For All Mankind” wszystko zmieniło jedno wydarzenie: w 1969 roku to nie Neil Armstrong, lecz radziecki kosmonauta jako pierwszy człowiek stanął na Księżycu. Serial pokazywał przede wszystkim, jak na tę porażkę reagują Stany Zjednoczone i NASA. „Gwiezdne miasteczko” odwraca kamerę. Cofamy się do tego samego momentu, ale teraz obserwujemy zwycięzców. Tyle że za wielkim sukcesem Związku Radzieckiego kryją się ludzie pracujący pod gigantyczną presją, tajne operacje wywiadowcze i system, w którym jeden błąd może kosztować znacznie więcej niż karierę.
WIDEO…
„Gwiezdne miasteczko”. ZSRR wygrał wyścig na Księżyc
Punktem wyjścia jest rzeczywistość dobrze znana widzom „For All Mankind”. Związek Radziecki jako pierwszy wysłał człowieka na Księżyc i zdobył ogromną propagandową przewagę nad Stanami Zjednoczonymi. W Moskwie nikt nie zamierza jednak zadowolić się jednym historycznym sukcesem.
Wyścig trwa. Sowieci chcą utrzymać przewagę, a jednym z kolejnych pomysłów jest wysłanie na Księżyc kobiety. Pierwszy odcinek właśnie wokół tej misji zaczyna budować dalszą historię.
W centrum wydarzeń znajduje się tajne Gwiezdne Miasteczko - miejsce związane z przygotowywaniem radzieckich kosmonautów. To tutaj spotykają się nauka, polityka, propaganda i wywiad. Kosmonauci mają zdobywać kosmos, inżynierowie sprawić, żeby było to technicznie możliwe, a ludzie służb pilnują, by odpowiednie informacje trafiały do odpowiednich osób.
Twórcy nie próbują więc po prostu zrobić radzieckiej wersji NASA z „For All Mankind”. Apple określa „Gwiezdne miasteczko” jako paranoiczny thriller, a nie wyłącznie dramat o eksploracji kosmosu.
„Gwiezdne miasteczko”. Kosmonauci są bohaterami, ale ktoś cały czas ich obserwuje
Największa różnica między obiema produkcjami wynika z miejsca akcji. W „For All Mankind” bohaterowie mierzyli się z polityką NASA i Białego Domu, ale w „Gwiezdnym miasteczku” wyścig kosmiczny rozgrywa się wewnątrz autorytarnego państwa, które obsesyjnie strzeże swoich sekretów.
Dlatego obok kosmonautów i konstruktorów równie ważni stają się oficerowie wywiadu. Nauka nie może zostać oddzielona od polityki. Każda misja jest jednocześnie eksperymentem, pokazem siły i elementem zimnowojennej rozgrywki.
Jedną z centralnych postaci jest Ludmiła Raskowa (Anna Maxwell Martin). Ważną rolę odgrywa także Irina Morozowa (Agnes O'Casey), która zaczyna podążać za tropem mogącym mieć poważne konsekwencje. Jest też Anastazja Belikowa (Alice Englert) - kobieta, którą radziecki program zamierza wysłać w centrum kolejnego etapu kosmicznego wyścigu. Jej rosnąca sława szybko okazuje się mieć swoją cenę.
W obsadzie znaleźli się również Rhys Ifans jako główny konstruktor, Adam Nagaitis jako Valya Mironov, Josef Davies jako Sergei Nikilov, Ruby Ashbourne Serkis jako Tanya Mironova, Solly McLeod jako Sasha Polivanov oraz Priya Kansara jako Lakshmi.
„Gwiezdne miasteczko”. Najciekawsze jest to, czego „For All Mankind” nam nie pokazał
„Gwiezdne miasteczko” ma ogromną przewagę nad typowym spin-offem: nie musi wymyślać nowego fragmentu świata tylko po to, żeby uzasadnić swoje istnienie. Od początku „For All Mankind” brakowało połowy tej historii.
Widzieliśmy Amerykanów próbujących zrozumieć, co robi ZSRR. Słyszeliśmy o radzieckich osiągnięciach, poznawaliśmy rezultaty kolejnych decyzji i obserwowaliśmy, jak wpływają one na NASA. Nie wiedzieliśmy natomiast, co dokładnie działo się po drugiej stronie.
Teraz możemy zobaczyć ludzi, którzy w tej alternatywnej rzeczywistości doprowadzili Związek Radziecki do zwycięstwa. I szybko okazuje się, że triumfalny komunikat o kolejnym sukcesie programu kosmicznego może ukrywać bardzo niewygodną prawdę.
To także świetna okazja do spojrzenia na znane wydarzenia z przeciwnej strony. Dla Amerykanów radziecki kosmonauta na Księżycu był narodowym upokorzeniem. Dla ludzi pracujących w Gwiezdnym Miasteczku był dowodem, że dokonali czegoś, czego świat wcześniej nie widział.
„Gwiezdne miasteczko”. Rhys Ifans kieruje programem, od którego zależy prestiż ZSRR
Jedną z największych gwiazd serialu jest Rhys Ifans, znany m.in. z „Rodu smoka”. Gra głównego konstruktora radzieckiego programu - człowieka stojącego za techniczną stroną kosmicznych ambicji ZSRR.
To szczególnie ciekawa postać w świecie „For All Mankind”. Rakiety nie mogą tutaj po prostu działać. Muszą działać na czas, najlepiej szybciej niż amerykańskie, ponieważ od każdego sukcesu zależy międzynarodowy prestiż państwa.
Inżynierowie i kosmonauci nie dostają więc komfortu spokojnego rozwiązywania problemów technicznych. Nad ich pracą cały czas wiszą oczekiwania polityczne, a utrata przewagi nad USA może zostać potraktowana jak coś znacznie poważniejszego niż nieudany eksperyment.
Serial dobrze wykorzystuje tę presję. Kosmos pozostaje wielkim marzeniem ludzkości, ale ludzie próbujący do niego dotrzeć są zamknięci w systemie pełnym sekretów, podejrzeń i walki o wpływy.
„Gwiezdne miasteczko”. To nie przypadek, że przypomina „For All Mankind”
Za „Gwiezdnym miasteczkiem” stoją Ronald D. Moore, Matt Wolpert i Ben Nedivi, czyli twórcy „For All Mankind”. Wolpert i Nedivi pełnią również funkcję showrunnerów. Pierwszy sezon składa się z ośmiu odcinków. Zadebiutował 29 maja 2026 roku, a finał pojawił się 10 lipca.
Pomysł na spin-off nie pojawił się przypadkowo. Wolpert i Nedivi przyznawali przy ogłoszeniu projektu, że z każdym sezonem „For All Mankind” coraz bardziej fascynował ich radziecki program kosmiczny. Szczególnie interesowało ich prawdziwe Gwiezdne Miasteczko - zamknięty ośrodek pod Moskwą, w którym żyli i pracowali kosmonauci oraz związani z nimi specjaliści.
Nowy serial nie jest jednak dokumentem ani próbą odtworzenia prawdziwej historii radzieckiej kosmonautyki. Obowiązują w nim zasady alternatywnej rzeczywistości „For All Mankind”. Twórcy wykorzystują prawdziwe realia i atmosferę epoki, ale umieszczają je w świecie, w którym wyścig kosmiczny potoczył się zupełnie inaczej.
Dlaczego warto obejrzeć „Gwiezdne miasteczko”?
Przede wszystkim dlatego, że „For All Mankind” zadało pytanie „co by było, gdyby ZSRR pierwszy zdobył Księżyc?”, a „Gwiezdne miasteczko” wreszcie pokazuje ludzi, którzy tego dokonali. To bardzo naturalne rozszerzenie tego świata.
Zmiana perspektywy sprawia jednak, że otrzymujemy inny serial. Jest mniej NASA, a więcej szpiegów, tajemnic i paranoi. Kosmiczna rywalizacja pozostaje w centrum wydarzeń, ale równie ważne jest to, co dzieje się na ziemi - w gabinetach, laboratoriach i zamkniętym mieście, którego mieszkańcy pracują nad najbardziej prestiżowym projektem Związku Radzieckiego.
Nie trzeba przy tym znać całych pięciu sezonów „For All Mankind”, żeby zrozumieć punkt wyjścia. Wystarczy zaakceptować jedną zmianę historii: to Związek Radziecki wygrał pierwszy wyścig na Księżyc. Reszta jest konsekwencją tego zwycięstwa.
Jeżeli jednak znacie „For All Mankind”, „Gwiezdne miasteczko” robi się jeszcze ciekawsze. Wydarzenia, które wcześniej obserwowaliśmy oczami Amerykanów, nagle dostają drugą stronę. Historia się nie zmieniła. Zmieniło się tylko miejsce, z którego na nią patrzymy - teraz znajdujemy się za żelazną kurtyną.
Zobacz także: