Polscy kibice tenisa mają powody do ogromnych emocji. Sobotnia rywalizacja w Wuhan przyniosła rozstrzygnięcie, które jeszcze przed rozpoczęciem meczu trudno było przewidzieć. Szczególne znaczenie miał nie tylko wynik, lecz także zachowanie obu zawodniczek.
WIDEO…
Maja Chwalińska pokonała Igę Świątek. Sensacja w półfinale Wuhan
To wydarzyło się naprawdę! W sobotę 17 października Maja Chwalińska pokonała Igę Świątek 7:5, 6:1 w półfinale turnieju WTA 1000 w Wuhan. Zawodniczka z Dąbrowy Górniczej sprawiła ogromną niespodziankę i po raz pierwszy w karierze wywalczyła awans do finału imprezy tej rangi. Wynik polskiego pojedynku może zaskakiwać nawet najbardziej zagorzałych fanów tenisa.
Spotkanie trwało ponad dwie godziny i wymagało od obu zawodniczek ogromnego wysiłku. Szczególnie zacięta była pierwsza partia, która przeciągnęła się do około półtorej godziny. Chwalińska zdołała jednak przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. W drugim secie jej przewaga była już wyraźna, a wynik 6:1 przypieczętował niezwykły sukces.
Nie można jednak pominąć ważnego szczegółu. Iga Świątek podczas spotkania zmagała się z bólem lewego uda. Problemy zdrowotne jednej z najlepszych tenisistek świata stały się istotnym tłem rywalizacji. Sama zwyciężczyni nie zamierzała tego przemilczeć. Zamiast skupiać się wyłącznie na swoim osiągnięciu, zwróciła uwagę na stan rywalki.
Chwalińska zabrała głos po meczu. Takich słów o Świątek trudno było się spodziewać
Tuż po zakończeniu pojedynku Maja Chwalińska stanęła przed zadaniem opisania tego, co właśnie osiągnęła. Przyznała, że spotkanie było niezwykle trudne i wyczerpujące fizycznie. Wspomniała o długiej pierwszej partii, ale szczególne znaczenie miało to, co powiedziała o Idze Świątek.
Chwalińska podkreśliła, że jej rodaczka nie była tego dnia w pełni sił. Życzyła jej wszystkiego najlepszego i wyraziła nadzieję na szybki powrót do zdrowia. W chwili wielkiego osobistego triumfu znalazła więc miejsce na gest wobec pokonanej rywalki. To jednak nie był koniec jej wypowiedzi.
Zwyciężczyni określiła Świątek mianem żywej legendy i wspaniałej mistrzyni. Przypomniała o jej niezwykłych osiągnięciach, podkreślając, jak wielkim zaszczytem była możliwość wspólnej gry na korcie. Przyznała również, że wciąż nie do końca dociera do niej skala własnego sukcesu. Pokonanie tak utytułowanej zawodniczki uznała za coś niemal niewiarygodnego.
Te słowa pokazują, jak szczególne znaczenie miał dla Chwalińskiej sobotni półfinał. Z jednej strony osiągnęła największy dotychczas sukces w turniejach WTA 1000, z drugiej nie ukrywała ogromnego szacunku do swojej przeciwniczki. Nawet po tak efektownym zwycięstwie emocje nie przesłoniły jej oceny sportowej klasy Świątek.
Wielki finał w Wuhan już w niedzielę. Przed Polką kolejna ogromna szansa
Teraz przed Mają Chwalińską otwiera się zupełnie nowy rozdział. Już w niedzielę 18 października wystąpi w finale turnieju WTA 1000 w Wuhan. Jej przeciwniczką będzie Sonay Kartal, która zajmuje 170. miejsce w światowym rankingu tenisistek. Początek spotkania zaplanowano na godzinę 12:30.
Polka doskonale zdaje sobie sprawę, że przed nią kolejne wymagające starcie. Po zwycięstwie nad Świątek przyznała, że obserwowała kilka meczów przyszłej rywalki podczas turnieju. Gra Kartal zrobiła na niej duże wrażenie, dlatego spodziewa się trudnej przeprawy.
Stawka jest ogromna. Chwalińska stoi przed szansą zdobycia tytułu w jednej z najbardziej prestiżowych kategorii turniejowych kobiecego tenisa. Jeszcze niedawno sam awans do takiego finału byłby dla niej wyjątkowym osiągnięciem. Teraz, po pokonaniu Igi Świątek, znalazła się o jedno zwycięstwo od kolejnego przełomowego momentu w karierze.